Początek naszego Motórzenia
A było to tak...
Za górami za lasami mieszkał Dziadek z Babcią... Żartuję.
Kiedy sięgnę pamięcią zawsze chciałem mieć to, co dopiero potem umiałem nazwać - MOTÓR! Może nie było to jakimś priorytetem, ale... Będąc jeszcze pacholęciem tato mój Eugeniusz podarował mi swojego zielonego Rometa, którego z wielkim zapałem rozebrałem na części pierwsze i jak to bywa u "młodych ludzi" o złożeniu nie było mowy. Przeszła mi ochota, ot tak. Romet ów wylądował u moich kuzynów na wsi i odszedł był na wieczny niebyt. Jak teraz o tym pomyślę, to jestem zły na siebie - taki fajny motorowerek!
Za górami za lasami mieszkał Dziadek z Babcią... Żartuję.
Kiedy sięgnę pamięcią zawsze chciałem mieć to, co dopiero potem umiałem nazwać - MOTÓR! Może nie było to jakimś priorytetem, ale... Będąc jeszcze pacholęciem tato mój Eugeniusz podarował mi swojego zielonego Rometa, którego z wielkim zapałem rozebrałem na części pierwsze i jak to bywa u "młodych ludzi" o złożeniu nie było mowy. Przeszła mi ochota, ot tak. Romet ów wylądował u moich kuzynów na wsi i odszedł był na wieczny niebyt. Jak teraz o tym pomyślę, to jestem zły na siebie - taki fajny motorowerek!
Minęło trochę czasu, jakieś 15 lat, kiedy zacząłem intensywnie myśleć.
- Przecież Dziadek mój ma motor!!!!
- Jest tam?
- Był?
- Eeeee, na pewno jest!
I tak to się zaczęło!
Nie powiem, kiedy już nastawiłem się na ów Motor, to bałem się zapytać Dziadka, czy mi go przekaże... Bałem się, że odmówi - Dziadek to Dziadek :) Na szczęście, Dziadek się zgodził!!!!
Patrząc z perspektywy czasu, myślę, że wszystko się fajnie ułożyło. Choć wtedy nie wydawało się tak różowo... KRYZYS! REDUKCJA! Z dnia na dzień straciłem pracę, ale... Za to miałem mnóstwo czasu! I co? Tak! Wykorzystałem Go! Wycisnąłem!
Codziennie przez dwa tygodnie stawałem skoro świt, wsiadałem na rower i jechałem 10km do Dziadka. Wracałem bardzo późnym popołudniem. Kiedy Motór został wstępnie oczyszczony z kurzych kup, kurzu, trawy, słomy, i brudu wszelkiego postanowiłem wziąć się za silnik.
Przewiozłem Go samochodem (mógłbym rowerem.. ale po co się męczyć:) do garażu, i tam rozpoczęła się renowacja, a muszę powiedzieć, nieskromnie, że robiłem to pierwszy raz w życiu - Romet się nie liczył ;]
Postanowiłem zabrać się do tego racjonalnie. kupiłem kilka arkuszy papieru pakowego, rozłożyłem go na podłodze i zaczęło się. Rozbierałem i składałem. Przyszedł czas na próbę. Wyremontowany silnik zawiozłem do Dziadka gdzie stała pozostała część mej maszyny. Nadeszła chwila prawdy! Nie powiem trwało to chyba kolejny tydzień, kiedy Motor zamruczał. TAK! STAŁO SIĘ! MOTÓR MRUCZAŁ! MOTÓR ŚPIEWAŁ! Ech...
Pora zabrać nasz motocykl do domu, czyli do tatowego garażu. Był dzień 22 maja, 35 lat po wyjściu z fabryki w Świdniku...
Pojechałem już z rana. Jakieś poprawki, bo przecież to jednak długa trasa dla naszej maszyny, która od kilkunastu lat spała w Dziadkowej szopie. Dla motoru długa, a dla mnie chyba jeszcze dłuższa, przecież ja, JA, nigdy nie prowadziłem motoru. Próbowałem kiedyś jechać skuterem kolegi, ale coś mi nie smakowało...
Popołudnie!
Ruszam!
JADĘ!
Zanim wjechałem na drogę utwardzoną zrobiłem przerwę na telefon do kobiety, by ją ostrzec, że się zbliżam, i że ma mnie wypatrywać!
Była, czekała, wyglądała mnie i mego sprzętu, ale nie zobaczyła.
Może i lepiej... bo akurat kiedy byłem na wysokości, gdzie można mnie było widzieć z garaży, wywaliłem się! Obwodnica! Motór zgasł... Tiry śmigały! Ja w pięknym niebieskim kasku typu MO.
Szybko próbuję nie schodząc z motoru go odpalić... Gdy tu naglę, przy jakimś dziwnym manewrze próbując podeprzeć się prawą nogą trafiłem na kilkucentymetrowy uskok asfaltu... No i już motor leżał na boku! W ułamku sekundy go podniosłem i udawałem że panuję nad sytuacją.. Bałem się życzliwego kierowcy, który zaraz mi tu naśle kolegów w niebieskich mundurkach... Jakoś jednak udało się! Odpaliłem, i ruszyłem dalej zjeżdżając z autostrady w stronę II lasku. Teraz już jadę, w mym błękitnym kasku...
Prezentuję się wspaniale! (nie wiem dlaczego wszyscy się śmieją!) Garaże coraz bliżej! Widzę kobietę swą!
Podjeżdżam, a Ona prawie ryczy! Do tej pory nie wiem, czy ze śmiechu czy ze wzruszenia. Przyszła moja siostra z aparatem coby uwiecznić tą chwilę kiedy dołącza do naszej rodziny Motor WSK 125 (M06B3), później nazwany przez nas pieszczotliwie WIESIĄ!
- Jest tam?
- Był?
- Eeeee, na pewno jest!
I tak to się zaczęło!
Nie powiem, kiedy już nastawiłem się na ów Motor, to bałem się zapytać Dziadka, czy mi go przekaże... Bałem się, że odmówi - Dziadek to Dziadek :) Na szczęście, Dziadek się zgodził!!!!
Patrząc z perspektywy czasu, myślę, że wszystko się fajnie ułożyło. Choć wtedy nie wydawało się tak różowo... KRYZYS! REDUKCJA! Z dnia na dzień straciłem pracę, ale... Za to miałem mnóstwo czasu! I co? Tak! Wykorzystałem Go! Wycisnąłem!
Codziennie przez dwa tygodnie stawałem skoro świt, wsiadałem na rower i jechałem 10km do Dziadka. Wracałem bardzo późnym popołudniem. Kiedy Motór został wstępnie oczyszczony z kurzych kup, kurzu, trawy, słomy, i brudu wszelkiego postanowiłem wziąć się za silnik.
Postanowiłem zabrać się do tego racjonalnie. kupiłem kilka arkuszy papieru pakowego, rozłożyłem go na podłodze i zaczęło się. Rozbierałem i składałem. Przyszedł czas na próbę. Wyremontowany silnik zawiozłem do Dziadka gdzie stała pozostała część mej maszyny. Nadeszła chwila prawdy! Nie powiem trwało to chyba kolejny tydzień, kiedy Motor zamruczał. TAK! STAŁO SIĘ! MOTÓR MRUCZAŁ! MOTÓR ŚPIEWAŁ! Ech...
Pojechałem już z rana. Jakieś poprawki, bo przecież to jednak długa trasa dla naszej maszyny, która od kilkunastu lat spała w Dziadkowej szopie. Dla motoru długa, a dla mnie chyba jeszcze dłuższa, przecież ja, JA, nigdy nie prowadziłem motoru. Próbowałem kiedyś jechać skuterem kolegi, ale coś mi nie smakowało...
Popołudnie!
Ruszam!
JADĘ!
Zanim wjechałem na drogę utwardzoną zrobiłem przerwę na telefon do kobiety, by ją ostrzec, że się zbliżam, i że ma mnie wypatrywać!
Była, czekała, wyglądała mnie i mego sprzętu, ale nie zobaczyła.
Może i lepiej... bo akurat kiedy byłem na wysokości, gdzie można mnie było widzieć z garaży, wywaliłem się! Obwodnica! Motór zgasł... Tiry śmigały! Ja w pięknym niebieskim kasku typu MO.
Prezentuję się wspaniale! (nie wiem dlaczego wszyscy się śmieją!) Garaże coraz bliżej! Widzę kobietę swą!
Podjeżdżam, a Ona prawie ryczy! Do tej pory nie wiem, czy ze śmiechu czy ze wzruszenia. Przyszła moja siostra z aparatem coby uwiecznić tą chwilę kiedy dołącza do naszej rodziny Motor WSK 125 (M06B3), później nazwany przez nas pieszczotliwie WIESIĄ!